ARTYKUŁY

   - Rzecz o kwidzyńskich znaczkach plebiscytowych
   - Kwidzyńscy notariusze
   - Zespół budynków koszarowych przy ul. Grudziądzkiej
   -
O znakach wodnych zapomnianych kwidzyńskich papierni
   
- Fraszki
 

 

Rzecz o kwidzyńskich znaczkach plebiscytowych

„Na podstawie § 1 rozporządzenia Komisji Alianckiej z dnia 17 II 1920, od 12 III 1920 roku wprowadza się sprzedaż obok znaczków Rzeszy w urzędach i agencjach pocztowych znaczków plebiscytowych”. 

Tej treści rozporządzenie ukazało się na początku roku 1920 w niemieckich dziennikach urzędowych. Niemcy nie otrząsnęły się jeszcze z niedawno przegranej wojny, świeża była pamięć grobów i utraconych bliskich oraz narastające poczucie wyrządzonej im krzywdy przez dopiero co podpisany Traktat Wersalski nazywany przez Niemców Dyktatem Wersalskim. Teraz oprócz już utraconych na rzecz Polski i innych krajów ziem, zmierzyć im się przyszło z nadciągającym plebiscytem, który rozstrzygnąć miał sporne kwestie przynależności terytorialnej ziem Dolnego Powiśla i części Mazur. 

Pierwsza seria znaczków plebiscytowych zamówiona została przez Wysoką Komisję we Włoszech. Było to tak zwane pierwsze wydanie mediolańskie. Zamówione znaczki miały całą gamę kolorów poczynając od zielonego poprzez niebieskie, fioletowe  i różne odcienie czerwonego do brązowego. Były również znaczki dwukolorowe np. niebiesko-czerwone. Łącznie kolorów znaczków tej edycji było 14.Drukowane one były z reguły w arkuszach po 11 znaczków z napisem „Comission Interallieè de Gouvernement et de Plebiscite de Marienwerder na papierze sygnowanym inicjałami P.&C.M. oraz napisem Pergamenata. Odpowiadały one różnym nominałom i w zależności od niego drukowane były też na różnym papierze poczynając od białoniebieskiego grubego (5,10,25,50 Pf.), poprzez białoszary (5,10,15,20,25,30,40,50,60,75 Pf. 1, 2 ,3,5 Mk), do pergaminowego cienkiego (o nominałach 5,10,15,20,50 Pf., 1 Mk). Poszczególne partie poza jakością użytego papieru, rodzajem koloru bądź kolorów użytych do zadruku różniły się też rodzajem ząbkowania. Znaczki powinny były znaleźć się w urzędach i agencjach pocztowych oraz obiegu już 12 III 1920 roku, ale kłopoty z transportem wydania z Włoch sprawiły, że pierwsze z nich pojawiły się w urzędach pocztowych dzień później - 13 III 1920, a najstarsze znane datowane na liście pochodzą z 14 III 1920 r.

Na znaczkach uwidoczniona była stojąca kobieta na tle czterech flag: angielskiej, francuskiej, włoskiej i japońskiej, jako że przedstawiciele tych mocarstw wchodzili w skład Komisji Plebiscytowej. Dodatkowo znaczek wieńczył napis „Comission Interalieè”, a u dołu „Populi Voluntas” Marienwerder. 

Obszar, na którym znaczki były emitowane był dość rozległy. W skład pocztowego obszaru plebiscytowego Kwidzyna wchodziła sieć 64 urzędów pocztowych. Rozciągał się on na północ od Malborka, potem nieregularnie skręcał na południe i południowy wschód opierając się o Jeziorak by potem znów skręcić na południe do granicy z Polską. Od zachodu jego zasięg ograniczała Wisła i Nogat.

Wkrótce okazało się że nakład był zbyt mały w stosunku do potrzeb. W związku z dużym zainteresowaniem i zapotrzebowaniem, konieczne stało się wprowadzenie następnych edycji. Sięgnięto po znaczne zapasy znaczków poczty niemieckiej z dodatkowo naniesionym przedrukiem, na których umieszczono napis „Commission Interalieè Marienwerder”. W sumie znaczków przedrukowych występowały 4 emisje. O jednej z nich przedstawiającej głowę kobiety popularnie mówi się jako o serii „Germania”. Na innych uwieczniono główny urząd pocztowy w Berlinie, oraz apoteozę zgody narodowej z podpisem „Seid Einig-Einig-Eeinig”. 

         Nie obyło się bez protestów, które złożyła strona polska, w których zwróciła uwagę na jednostronność i niedopuszczalną dyskryminację polskiej nazwy Kwidzyn, oraz kwestię przekazu treści na dotychczas wyemitowanych znaczkach, w której eksponowano jedynie napis i nazwę niemiecką Marienwerder. Pod jego wpływem tak zwane II wydanie mediolańskie znaczków zawierało już obok nazwy niemieckiej również jej polski odpowiednik. Znaczki występowały w 14 nominałach, grafika, użyty papier były podobne tak jak w poprzedniej edycji, nominały od 5Pf do 5 Mk. W tym czasie opłata za list miejscowy wynosiła 20 pf. (do 9 V20) i 40 pf.(od 10 V 20), zamiejscowy odpowiednio 30 i 60 pf. Korespondencje nadać można było też w zapomnianych już dzisiaj ambulansach pocztowo-kolejowych, które miały swoje własne oznaczenia i stemple. (Dzięki ich znajomości możemy dzisiaj odtwarzać drogę, jaką przebywała przesyłka, oraz określić ile zabierało to czasu). 

         Plebiscyt, który odbył się 11 VII 1920 roku okazał się dla Polski niekorzystny. Wprawdzie w kilku wioskach przewagę głosów uzyskała strona polska, ale tylko nieliczne z nich zostały przyłączone do Polski. Po przegranym plebiscycie znaczki utraciły swą ważność z dniem 13 IX 1920 roku.

 

Znaczki wydawane były w różnych nakładach. Generalnie obowiązywała zasada, że im wyższy nominał znajdował się na znaczku tym mniejszy był jego nakład. Najwięcej wydano znaczków, tzw I wydania mediolańskiego o nominale 5 i 10 pf. – ponad 2 mln sztuk każdy, najmniej 5 Mk, których nakład sięgnął 6 tysięcy egzemplarzy. Pozostałe nominały mieściły się w granicach od 55 tysięcy do ponad miliona sztuk. Poza pojedynczymi egzemplarzami sprzedawano je również w arkuszach. Wiele z nich zachowało się do dnia dzisiejszego. Poszukiwanym walorem filatelistycznym są tzw. obiegówki, czyli listy z autentycznego obiegu pocztowego. Innym rodzajem są często spotykane tzw. grzecznościówki czyli przesyłki filatelistyczne robione na zamówienie filatelisty które nie miały autentycznego obiegu pocztowego – znaczki kupowane i niezwykle starannie stemplowane, z reguły w środku z zaznaczeniem wyraźnego odbicia tłoka. Zdarzały się też oczywiście i próby fałszowania znaczków szczególnie przedruków w większości na szkodę filatelistów.  

W późniejszych czasach Niemcy (1930) uwiecznili na znaczku sprzedawanym w arkuszu zamek i katedrę w Kwidzynie.

Po wojnie długo musieliśmy czekać na znaczek poczty polskiej z Kwidzynem, bo taki ukazał się dopiero w 1971 roku. Znaczek, na którym ukazano charakterystyczny motyw zamku i gdaniska nawiązywał do serii zamki w Polsce. Ukazało się też kilka kart pocztowych z wizerunkiem kwidzyńskiego zamku oraz wiele pocztówek tak przed jak i po wojnie, ale to już temat na inny artykuł.

Ziemowit Kołakowski


        Kwidzyńscy notariusze

            „... do piastowania urzędu był uprawniony ten, kto osiągnął uprawnienia do urzędu sędziego w jednym z państw Rzeszy Niemieckiej. Nominacji dokonywał minister sprawiedliwości dożywotnio. Mianowanie nim adwokata mogło nastąpić na okres, podczas którego był dopuszczony do adwokatury przy określonym sądzie...”

ustawa króla Wilhelma w Snogeholm

21 września 1899 roku

 

            O kim mowa w ustawie? Oczywiście o urzędzie notariusza.

Dr Max Bar w swojej pracy „Ustrój władz w Prusach Zachodnich”, stwierdza, że notariusze byli ustanawiani od przyjmowania i sporządzania umów, pełnomocnictw i oświadczeń z mocą dokumentów publicznych. Urząd notariusza był z reguły powiązany ze stanowiskiem adwokata. Notariusze byli urzędnikami państwowymi. Władzą dyscyplinarną dla adwokatów i notariuszy jednego okręgu był istniejący przy każdym wyższym sądzie krajowym urząd honorowy, którego członkowie byli wybierani z adwokatów i notariuszy tego okręgu.

            Podstawy prawne działania notariuszy pruskich wywodziły się z powszechnej ordynacji sądowej i rozkazu gabinetowego króla Fryderyka Wilhelma z dnia 20 czerwca 1816 r. Te akty prawne były poddane rewizji ustawą o procedurze przyjmowania akt notarialnych wydaną przez Fryderyka Wilhelma w Sanssouci 11 lipca 1845 r. Ustawa stwierdzała, co następuje:

            „Notariusz nie może odmówić swoich usług nikomu w granicach obwodu urzędowego z zastrzeżeniem, że nie może przyjmować aktów sprzecznych z prawem karnym, prowadzić postępowania z osobami nieuprawnionymi albo takie, w którym uczestniczy żona i najbliżsi krewni, albo w którym on sam służy lub służył jako obrońca prawny dla jednej ze stron. Do odczytania i podpisania każdej sprawy należało przywołać innego notariusza albo dwóch świadków, znanych osobiście, obywateli pruskich płci męskiej, pełnoletnich i posiadających umiejętność czytania i pisania.” Ustawa wykluczała jako świadków głuchoniemych, sądownie uznanych za osoby marnotrawne, skazanych za przestępstwo pospolite, pozbawionych praw cywilnych i zdymisjonowanych z urzędów publicznych, a także posłańców pełnomocników i pisarzy notarialnych. Określała wymagania formalne protokołu notarialnego i sposób postępowania w wypadku uczestniczenia osób głuchoniemych.

            Oryginały sporządzanych aktów pozostawały w rękach notariusza, sporządzano zawsze taką ich ilość, jaką zamieszczał we wniosku uczestnik protokołu. Notariusz musiał zachować dyskrecję, ale ujawniał treść umów na żądanie sądów i innych władz. A co w przypadku, gdy uczestnik protokołu nie znał języka niemieckiego? Akty prawne sporządzane u notariusza musiały zostać spisane po niemiecku i w języku zainteresowanego. Potrzebna była w takich przypadkach obecność tłumacza, choć jeśli nie zależało na tym uczestnikowi protokołu, nie musiał to być, co ciekawe,  tłumacz przysięgły.

            W latach 1849 – 1943 działało w obwodzie Wyższego Sądu Krajowego w Kwidzynie 11 notariuszy. Dwóch z nich miało początkowo swoje siedziby w Gniewie, reszta funkcjonowała w Kwidzynie od początku. Sprawy prowadzone przez nich wykraczały czasem nawet poza granice rejencji kwidzyńskiej. Trafiła się nawet sprawa dotycząca dziedziczenia ziem w stanie Illinois w USA. Oto lista kwidzyńskich notariuszy, którą udało się ustalić, wraz z datami ich działalności: 

Otto Bunn 02 stycznia 1909 – 08 września 1926
Theodor Dechend 03 stycznia 1849 – 19 kwietnia 1864
Reinhold Graeber 02 stycznia 1860 – 28 września 1889
Julius Ferdinand Adolf Kranz 01 kwietnia 1854 – 31 grudnia 1869
Alfred Krause 06 listopad 1922 – 20 maja 1930
Heinrich Lewald 03 stycznia 1862 – 25 grudnia 1862
Peter Radtke 27 października 1887 – 02 marca 1890
Johann Emil Schreck 09 stycznia 1890 – 23 grudnia 1890
Georg Schwarz 02 października 1937 – 13 stycznia 1943
Theodor Thamm 01 sierpnia 1921 – 28 listopada 1921
Friedrich Ulrich 29 czerwca 1894 – 29 marca 1908

            Pieczęcie kwidzyńskich notariuszy jak i ich odciski lakowe i papierowe noszą na sobie osobliwe ślady epoki. O ile pierwsze przedstawiają z reguły stylizowanego pruskiego orła w koronie, zrywającego się do lotu, o tyle w późniejszych, a dokładnie po 1933 roku (dojście do władzy w Niemczech Hitlera) pieczęcie i treść na nich zostały ujednolicone. Miejsce różnorodnych pieczęci epoki fryderycjańskiej zajmują tzw. gapy, czyli niemiecki orzeł ze swastyką trzymaną w szponach.

            Pierwotnie, jak już wspomniano, dokumenty notarialne sporządzano nie tylko w języku niemieckim. Zachowało się sporo dokumentów z tych terenów, których drugim językiem jest język polski. Jest to bardzo charakterystyczna cecha, świadcząca m. in. o ludności polskiej zamieszkującej w tych okolicach. Dopiero później, w wyniku procesów germanizacyjnych praktyka ta zostaje zarzucona i w dokumentach z początku XX wieku występuje w pismach urzędowych już tylko język niemiecki. I dzieje się tak pomimo polskich lub polskobrzmiących nazwisk występujących w tekście.

            Z podobnych powodów żaden ze znanych notariuszy w Kwidzynie nie był Polakiem. Urzędy państwowe w Prusach zarezerwowane były bowiem albo dla pruskiej szlachty – junkrów, albo dla biurokratów wywodzących się z mieszczan. Tymczasem na tych terenach ludności polskiej w miastach było niewiele, dostęp do oświaty w języku ojczystym bardzo utrudniony, a awans w hierarchii pruskiej biurokracji praktycznie niemożliwy.

            Kres niemieckim notariuszom w Kwidzynie przyniósł styczeń 1945 roku, kiedy to urzędy i ostatni mieszkańcy zostali przymusowo ewakuowani z miasta. Wraz z nimi wyjechało także wiele dokumentów, m.in. notarialnych. Po wkroczeniu do miasta Armii Czerwonej te akta, które zostały spotkał w większości tragiczny los. Źródła podają, że używano ich do uszczelniania okien, wyściełania podłóg lub po prostu służyły jako materiał na rozpałkę. Również w okresie późniejszym wszelkiego typu znajdowane dokumenty niemieckie traktowane były jako nikomu niepotrzebne i po prostu niszczone. Obecnie to, co zachowało się z kwidzyńskich akt notarialnych ocenia się na około 1% wcześniej istniejących. Być może jakaś ich część zachowała się w archiwach niemieckich i czeka tam na swoje odkrycie. Bez nich próba napisania tej karty historii miasta będzie niezmiernie trudna.

 

Justyna Liguz i Ziemowit Kołakowski


Zespół budynków koszarowych przy ul. Grudziądzkiej

            Decyzją Państwowej Służby Ochrony Zabytków w dniu 27 VII 1995 roku wydano decyzję o wpisaniu do rejestru zabytków pod nr 474/93 całego zespołu byłych koszar wojskowych położonych na Przedmieściu Grudziądzkim.

            Składa się on z ustawionych kalenicowo w stosunku do otaczających je ulic siedmiu budynków: budynku głównego – sztabu, budynku wartowni, dwóch ustawionych naprzeciw siebie budynków koszarowych, hali sportowej, budynku dawnej ujeżdżalni oraz budynku magazynowego – dawnego lazaretu. Wszystkie budynki otoczone dodatkowo murem tworzą integralną całość. Wewnątrz założenia wydzielone zostały, leżące na różnych poziomach dodatkowo podkreślających ich funkcje trzy place: apelowy, ćwiczeniowy i manewrowy. Cały kompleks koszarowy zajmuje obszar 3 ha. 1528 m².

            Po I rozbiorze Polski w 1772 roku wzrosła rola Kwidzyna (Marienwerder), który stał się siedzibą Rejencji i ważnym miastem nadgranicznym. Nastąpił jego dynamiczny rozwój, za którym poszło rozmieszczanie w mieście garnizonu wojskowego. Na strategiczne i nadgraniczne znaczenie położenia miasta, jako punktu wypadowego na ziemie polskie zwrócił uwagę na długo przed nim król Fryderyk II, który założył magazyny wojskowe na przedmieściu grudziądzkim i rozlokował tu mały garnizon. W Kwidzynie przed 1756 rokiem stacjonował oddział dragonów w sile ośmiu oficerów, 14 podoficerów i 138 dragonów. Wielu wojskowych wraz z rodzinami rozlokowano na kwaterach m.in. na przedmieściu grudziądzkim. To w Kwidzynie władca Prus przygotowywał się do zagarnięcia Pomorza Nadwiślańskiego. Dynamiczny rozwój miasta poparty wzrastającym znaczeniem  administracyjno – urzędniczym, toczone przez Królestwo Pruskie na przestrzeni lat liczne wojny przyczyniały się do rozbudowy miasta. Kwidzyn – stolica Rejencji dążył do potwierdzenia swej rangi poprzez kwaterowanie stałego garnizonu wojskowego. Okazja nadarzyła się po wojnie prusko – francuskiej i błyskotliwych zwycięstwach pod Metzem i Sedanem (1871-71). Na Francję nałożono wysoką kontrybucję pieniężną. Zarząd miasta w latach 70-tych XIX wieku starał się o utworzenie w Kwidzynie Królewskiej Szkoły Podoficerskiej i garnizonu wojskowego. To m.in. dzięki powojennej kontrybucji władze w Berlinie uznały to za możliwe. Wiązało się to też ze zmianą orientacji doktryny wojennej Prus przeniesionej z kierunku zachodniego na wschodni w celu przygotowania się do przyszłych działań wojennych z Rosją. w tym czasie niemal w całych Prusach Wschodnich zaczęto tworzyć nowe garnizony, modernizować i budować nowe twierdze i koszary.

            W latach 1877-79 wzniesiono w mieście kompleks koszarowy, który oddano do użytku 1 X 1879 roku. Uroczyste wprowadzenie sztandaru nastąpiło 29 X tegoż samego roku.. szkoła liczyła 4 kompanie słuchaczy (około 20 oficerów i ponad 100 uczniów). Królewska Szkoła Podoficerska (Königlische Unterofficiere Schule) funkcjonowała w tych budynkach przez dalszych 40 lat, do roku 1919 kiedy to w wyniku przegranej I wojny światowej została rozwiązana na mocy traktatu wersalskiego. Przez ten czas wykształciła przeszło 6500 wojskowych. W czasie I wojny światowej w związku z bliskością frontu a także zwycięską bitwą nad jeziorami mazurskimi w budynkach szkoły mieścił się czasowo sztab feldmarszałka Paula Hindenburga. Pomiędzy 1919 a 1920 nie stacjonowały w Kwidzynie żadne wojska niemieckie. Związane to było z trwającym plebiscytem. W tym czasie w koszarach kwaterowały prawdopodobnie wojska włoskie (batalion pod dowództwem pułkownika Po i pluton francuski). Plebiscyt nadzorowała Międzysojusznicza Komisja przybyła do Kwidzyna 17 II 1920 roku składająca się z Włochów, Francuzów, Anglików i Japończyków. Zachowało się nawet zdjęcie oficerów zrobione na wewnętrznym placu koszar. Po przegranym przez Polskę plebiscycie, na Grudziądzką powracają wojska niemieckie w roku 1928. Ponownie mieści się tu sztab oraz 15 i 16 szkolna kompania podoficerska. W 1935 roku przeprowadzona zostaje reorganizacja, w wyniku której w budynkach stacjonuje 6 i 7 kompania oraz sztab batalionu III Pułku Piechoty. Koszary nazwane zostały „Schlesier Kaserne” (Koszary Śląskie). W 1939 roku żołnierze z tych koszar biorą udział w zdobywaniu dworca kolejowego w Gardei i w wojnie z Polską. W 1940 roku następuje restytuowanie Szkoły Podoficerskiej, która funkcjonuje tu do 1945 roku. W latach 1945- 1951 w koszarach stacjonują wojska radzieckie. W sierpniu 1951 zostają przejęte przez Wojsko Polskie. Stacjonuje tu 22 brygada pancerna w składzie 101 i 106 Pułk Artylerii Przeciwpancernej. W 1967 roku zmieniono mu nazwę na XIV Sudecki Pułk Przeciwpancerny.

            Zespół koszar przy ulicy Grudziądzkiej wzniesiony został w charakterystycznym jednorodnym „pruskim” stylu nawiązującym licznymi elementami do surowego neogotyku. Cechy budynków nawiązują zarówno do architektury fryderycjańskiej XVIII wieku jak i do średniowiecznych zamków krzyżackich. Niewątpliwe piękno tych budynków sprawia, że przy odrobinie dobrej woli możemy wyobrazić sobie dźwięk komend i tupot podkutych wojskowych butów odbijających się echem od czerwonoceglastych murów. Ten zespół architektoniczny o przeznaczeniu od samego początku wybitnie wojskowym, do dziś zaskakuje nas wieloma detalami architektonicznymi na które w codziennym zabieganiu nie zwracamy uwagi i harmonią do których to poszukiwań chcę państwa namówić podczas najbliższej wycieczki na teren tego obiektu.

 Ziemowit Kołakowski



  O znakach wodnych zapomnianych kwidzyńskich papierni
 

      Mało kto wie, że Kwidzyn ma w swojej historii piękną kartę dotyczącą czerpalni i papierni. I karta ta wcale nie dotyczy czasów teraźniejszych związanych z IP. W mieście bowiem funkcjonowały młyny papiernicze, wykonywały również działalność usługodawczą dla terenów sąsiednich, realizując prace zlecone. Papiernie posiadały swoje znaki wodne. Dwie papiernie były położone nad Liwą, w pobliżu zamku krzyżackiego i zasilane były wodą z rzeki. Powstały one w drugiej połowie XVI wieku. Jedną z nich dzierżawił Wojciech  Misera, później w 1580 roku wykupił ją burmistrz Christian Fehler, który zarządzał nią  do roku 1586. Druga papiernia położona była trzy kilometry od Kwidzyna, w ówczesnej osadzie Bogusza. Trzecia w Dankowie – zarządzana prawdopodobnie przez potomków Christiana Fehlera – Mikołaja. Następne dwie uruchomiono w Karsznicach. Na przełomie wieków własną papiernie miała również znana kwidzyńska rodzina drukarzy – Kanterów. Prowadzenie papierni wymagało uzyskania  specjalnego zezwolenia np.: na zbieranie szmat na obszarze Pomorza zachodniego, oraz przydziału niezbędnego budulca. Innym znanym papiernikiem był  Antoni Dawid Mayer który zarządzał papiernią w Dankowie w latach       1717 – 39 i w którego papierni pojawiły się pierwsze znaki wodne z godłem Prus. Kolejnym znanym papiernikiem był Jan Jerzy Leder. 1 VI 1753 roku Królewska Dominialna Izba Wojskowa zezwoliła mu na zakup drzewa na remont papierni położonej w pobliżu zamku krzyżackiego. Nowa papiernia powstała w 1755 roku, jej wartość oceniono na 500 talarów. Roczny podatek ustalono na 16,10 talarów i 2,8 srebrnych groszy. W 1794 roku papiernia stała się  własnością rodziny Stuebigów i funkcjonowała prawdopodobnie aż do roku 1875. Papier czerpany  produkowany w Kwidzynie znany był szerzej, gdyż eksportowano go do Polski, Rosji, Niemiec i na Litwę. W archiwach do dziś zachowały się papiery ze znakami wodnymi kwidzyńskich papierni. Zachowały się również ciekawe dane dotyczące wielkości ich produkcji mniej więcej od połowy XVIII wieku. I tak dla przykładu:

w 1746 r – wyprodukowano 434 ryzy papieru w pięciu gatunkach

w 1756 r – 870 ryz papieru w ośmiu gatunkach

w 1797 r – 1192 ryzy papieru w ośmiu gatunkach

w 1798 r – 1610 ryz wartości 1600 talarów.

Widzimy więc po tym zestawieniu, że zdolności produkcyjne rosły, co powiązać można zarówno z rozwojem miasta, które stawało się ważnym ośrodkiem administracyjnym, jak i z coraz większymi zamówieniami ze strony króla.

Znaki wodne z godłem Prus, o czym już wspomniałem, pojawiły się na papierze czerpanym przez kwidzyńskiego papiernika A D. Mayera – znak wodny – orzeł pruski z inicjałami na piersiach FRW (króla Fryderyka Wilhelma). Podobny widnieje na papierach wydawanych w Kwidzynie przez rodzinę Stuebigów na przełomie XVIII i XIX wieku. Zachowały się również znaki wodne  Michała Bolwiga (zarządzał papiernią w Dankowie w latach 1661 – 1680) charakteryzujące się inicjałami papiernika (MB) oraz popularnym i rozpowszechnionym znakiem z madonną w płomiennym owalu tzw. mardoli. Inne przykłady znaków wodnych z madonnami znaleźć można u rodziny Stuebigów – gdzie oprócz niej występują też inicjały IHST i skrót papierni MW (Marienwerder). Inne znaki wodne tej rodziny to znak z rybą w ozdobnej tarczy i z napisem Stuebig Marienwerder, znaki i filigrany z gwiazdą i motywem roślinnym.

Zmierzch kwidzyńskiego papiernictwa nadszedł około roku 1870, kiedy to konkurencja maszynowej produkcji papieru, a co za tym idzie niższych kosztów i tańszej ceny końcowej wyrobu spowodowały, że dalsze utrzymywanie się papierni tradycyjnych stawało się nieopłacalne. Dzisiaj w Kwidzynie po z górą 100 latach od tamtego czasu pochwalić się możemy jedną z najnowocześniejszych papierni na świecie, ale to już całkiem inna historia...

Ziemowit Kołakowski

do góry


 

Fraszki

 

Kwidzyńskie Towarzystwo
            K
ulturalne o:


... wojnie

Bez wojny świat żyć nie może,
lecz z wojną jest jeszcze gorzej.

... państwie prawa
Na żart to zakrawa,
żeśmy państwem prawa.

... myśleniu
Myślenie ma kolosalną przyszłość,
ważne by jednak w porę wyszło.

... moralności
Trwa sobie wyścig
o forsę i sławę,
- a o morale?
Czyż to jest ciekawe?

... odwilży
Odwilż - dwie różne odsłony:
cieplej i świat zaśmiecony.

... pieniądzu i czasie
Nic tak nie zmienia się w czasie,
jak ilość pieniędzy w kasie.

... chochliku
Złam nogę, to fraszka;
głodnyś? - zwykłe żarty;
przegrałeś? - igraszka;
Któż odwraca karty?
Odpowiedź jest prosta
na ten brak logiki:
-wszystkiemu są winne
po prostu chochliki.

... wierze w ludzi
Wiarę mam jak zwykłe zwierzę
- w dobroć ludzi ciągle wierzę.

... pewnej agencji
Gdyby była towarzyska,
to by darmo dała pyska.

... gospodarce
Zmienia się ciągle nasza gospodarka,
lecz więcej ludzi teraz na nią sarka.
Może kierunek przemian jest wątpliwy,
gdyż ten co rządzi coraz bardziej chciwy?

... wyrwidębie
Żeby zostać wyrwidębem,
trzeba mieć charakter z zębem

... aureoli
?Najbardziej chyba boli
utrata aureoli?
i nikt mi nie zaprzeczy,
że trudno to się leczy.

... bezrobociu
Stoję po pracę od miesiąca,
może w kolejce ją wystoję?
lecz tej kolejki nie ma końca
- czy koniec znajdę? ja się boję!

.. pracy (do władzy)
?Bez pracy nie ma kołaczy?
A czy ktoś wie co to znaczy?

... aptekach
Pewien pan minister
leczyć chciał apteki,
leczył tak skutecznie,
że zdrożały leki.


...do przyjaciela
Kiedy już wejdziesz na piedestał,
ważne byś sobą być nie przestał!

Wiosenna wiadomość

Tak mi jakoś leniwie
i ciągle się dziwię,
że tak mi jakoś leniwie.

Jestem nijaki i senny
i nastrój mam dziwnie denny,
bo jestem nijaki i senny.

Może sprawia to słońce,
jakieś takie gorące?
To słońce, na pewno słońce!

A może to słońce i wiosna,
bądź jakaś pyląca sosna?
To jednak słońce i chyba wiosna!

Kurde, chyba mi palma odbija,
bo zawsze się z czymś wychylam.
Chyba mi jednak palma odbija!
 

 


***

Wiadomość z ostatniej chwili:
Palma, którą hoduję we własnej willi,
odbiła jednak w ostatniej chwili.
Ma teraz cztery nowiutkie pędy,
a ja wypijam szklaneczkę brandy,
bo palma odbiła i ma nowe pędy.

 

 


Antoni Tynda - Kwidzyńskie Towarzystwo Kulturalne